wtorek, 24 stycznia 2017

[02] Wszystkiego najlepszego.


Darwell  
     Od masakry w Darwell minęło szesnaście lat, a mimo to jej skutki są odczuwalne po dzień dzisiejszy. Trwa nieustanna wojna pomiędzy templariuszami, a Czarną Strażą. To właśnie oni dokonali ataku na stolicę, dokonując egzekucji setek ludzkich istnień. Monarcha wydał jeden rozkaz, który mówił o wytępieniu Czarnych w obawie przed ponowną tragedią. Z czasem ograniczono liczebność płatnych zabójców, ale nigdy nie odnaleziono morderców Lenory, ukochanej żony Josepha, ani ich drugiej córki.
      Mężczyzna mając już trzydzieści osiem lat i widoczne pojedyncze siwe włosy, nadal czuł poczucie winy i szczenięcą miłość do kobiety, która dała mu dziecko. Nie było to godne zachowanie osoby w tym wieku, a już szczególnie władcy. Uważano to za oznakę słabości, a szlachta miała już dość jego skłonność do rozpamiętywania przeszłości. 
      Codziennie przychodził do swojego gabinetu i przyglądał się portretowi zmarłej żony. Uwielbiał podziwiać jej długie blond włosy, błękitne oczy i delikatne rysy twarzy. Posiadała wszystkie charakterystyczne cechy Beauclarków. Była przeciwieństwem Josepha. Czarne włosy, zielone oczy, ostre rysy twarzy były zdecydowanie domeną Chalvinów. 
- Była taka piękna. - powiedział słysząc, jak skrzypienie drzwi przerywa mu codzienny zwyczaj. 
- Tak jak wasza córka, panie. - odpowiedział namiestnik podchodząc bliżej. - Prosiła byś do niej dołączył, chciała zamienić słowo. 
- Oczywiście. Daj mi dosłownie chwilę.
       Namiestnik skinął głową i wyszedł z pomieszczenia, widząc rozczulenie swojego pana. On się nigdy nie pozbiera, pomyślał. 

      Tymczasem w głównej sali trwało przyjęcie i jednocześnie zjazd rodzinny. Tego dnia księżniczka Jennifer Anne obchodziła szesnaste urodziny, na których miała poznać swojego przyszłego męża. Beauclarkowie nie mogli przegapić tego szczególnego dnia, w końcu nadal mieli ostatnie zdanie w polityce Voprain. 
       Z dumą podziwiali piękną burgundową suknię, aż po samą ziemię ze wszytą koronką powyżej pasa. Całość idealnie komponowała się z jej drobną postawą. Coraz bardziej przypominała dojrzałą kobietę. Posiadała długie czarne włosy Chalvinów, które podkręciła, jak to miała w zwyczaju oraz błękitne oczy Beauclarków. Była mieszanką wspaniałych rodów, a cechy matki wróżyły jej sukcesy w przyszłości.
       Jej wybrankiem okazał się Albert Vanderbilt, jednocześnie stając się przyszłym królem. Jego rodzina prowadziła interesy we Flatston, ale nigdy nie wyróżniała się niczym szczególnym wśród szlachty. Krążą plotki, że Joseph chciał ograniczyć władzę Beauclarków poprzez zwiększenie władzy Vanderbiltów, jednak nigdy nie potwierdził tego oficjalnie.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak jestem szczęśliwy przebywając tu z tobą, moja pani. - Albert szepnął do ucha swojej przyszłej wybrance. Po chwili chwycił ją za dłoń i ucałował. Jennifer Anne uśmiechnęła się szeroko, a na jej twarzy pojawił się rumieniec. Urzekły ją jego słowa, a myśl, że może spędzić z nim życie i słuchać podobnych rzeczy póki śmierć ich nie rozłączy, wprawiła ją w nie lada zachwyt. 
- Powinieneś koniecznie poznać moich dziadków, Williama i Elizabeth. Ich przychylność przyniesie ci ogromną korzyść. 
- Zaimponować Beauclarkom będzie, jak przeniesienie góry lodowej. Czy potrzebuję lepszej zachęty? - zaśmiał się cicho. 
- Mówisz dokładnie, jak mój ojciec. A skoro o nim mowa.. - przerwała widząc, jak wchodzi do ogromnej sali. - Muszę z nim pomówić. 
- Poczekaj. Mam coś dla ciebie. - wsunął dłoń w kieszeń marynarki i wyciągnął z niego lśniący naszyjnik. - Mogę? 
        Dziewczyna skinęła głową i odwróciła się. Gdy Albert odsunął jej włosy, a naszyjnik dotknął jej skóry, przeszedł ją przyjemny dreszcz. 
- Diament, piękny i wyjątkowy, jak ty. - dodał. - A teraz pozwolę udać ci się do ojca. - uśmiechnął się i ukłonił, gdy dziewczyna odwróciła się w jego stronę. 
- Dziękuję ci. - odparła, czując kolejny rumieniec na swojej twarzy. Patrzyła jeszcze przez chwilę na prezent, po czym wodziła wzrokiem po sali w poszukiwaniu ojca. 
       Gdy go znalazła, podeszła pewnym krokiem z szerokim uśmiechem na twarzy, eksponując otrzymany dar. Będąc wystarczająco blisko Joseph rozłożył ręce i rzekł. 
- Wszystkiego najlepszego, Jennifer. 
- Dziękuję. - przytuliła go mocno i spojrzała w jego smutne oczy. - Wiem, że to nie jest twój ulubiony dzień, ale dziękuję, że przyszedłeś. 
- Co ty mówisz... Twoje urodziny zawsze będą moim ulubionym dniem, choć martwi mnie, jak szybko dorastasz. 
- Zawsze będę twoją małą i ukochaną córką, nawet jak zostanę królową, ale nie martw się.. Nie będę się o to gniewać. 
- A jak ci się podoba Albert? Jeśli ci nie odpowiada to zawsze mogę znaleźć kogoś.. 
- Jest cudowny. - przerwała mu. - I bardzo hojny. 
- Właśnie widzę, to diament? - zapytał widząc podarunek. - Tylko uważaj, żeby cię nie próbował przekupywać. Ma cię szanować i kochać. 
- Tak będzie, obiecuję ci. Chcesz z nim porozmawiać? 
- W zasadzie miałem zamiar porozmawiać z jego rodzicami o ewentualnych szczegółach waszej przyszłości. A wy.. cieszcie się sobą póki udaję, że nie widzę. 
        Jennifer uśmiechnęła się i pocałowała ojca w policzek. 
- Dziękuję. 

****
Swynlake
      Swynlake. Miasto położone w północno-wschodniej części kraju, przy potężnym jeziorze Victorii, tworzącym granicę pomiędzy Voprain a Borgarvikiem. Ludność z południa raczej unika tego miejsca ze względu na niskie temperatury, które nawet latem nie mogą się równać z klimatami południowych rejonów. Mimo panującej surowości, jest tu niezwykle pięknie. Ogromne jezioro dookoła którego gromadzą się lasy iglaste otulające wysokie góry, to tylko jedne z wielu smaczków tego miejsca. 
      Miasto zarabia głównie przez prowadzenie największego targu rybnego w kraju, a także manufaktury przepysznego miodu pitnego. To właśnie tutaj Borgarwijczycy przedzierają się przez wody, by móc skosztować i delektować się smakiem pijaństwa. 
      Kolejną zaletą tego miasta jest to, że jest tu bardzo mało świątyń, a co za tym idzie templariuszy. Właśnie dlatego północ wydaje się najlepszym miejscem na egzystowanie Czarnej Straży. 
      Tego dnia odbywał się trening dwóch członków Czarnych w piwnicy jednego z opuszczonych domów kilka minut od centrum Swynlake. Dla bezpieczeństwa nie nosili czarnych strojów, ale zwykłe odzienie. Templariusze chwytali każdego, kto wyglądał podejrzanie. Czarni chcąc zachować tradycję nosili jedynie czarne płaszcze z obszernym kapturem, co kojarzyło się ludziom z kapłanami świętego Lamara, niż zabójcami.
- Wyjdź i walcz, a nie tchórzysz. - odparł donośnie John, szukając dziewczyny między szafkami a beczkami po piwie. Do niektórych nawet zaglądał, ze złudną nadzieją odnalezienia swego celu.
      Usłyszał dźwięk kroków, a potem zdało mu się, że słyszy czyjś oddech. Odwrócił się na pięcie i rozległ się tupot. Ruszył przed siebie do najciemniejszego kąta w piwnicy. W tej samej chwili z ciemności wyłoniła się postać, która chwyciła go i zamachnęła się pięścią.
      John zdążył zareagować blokując atak przeciwniczki. Złapał ją za przedramię i rzucił w stronę ściany. Dziewczyna zdążyła się od niej odbić i wyprowadzić kopniaka w kierunku czarnego. Ten jednak podciął jej drugą nogę doprowadzając do upadku. Pozwalając sobie na chwilę satysfakcji skoczył na dziewczynę wysuwając ukryte ostrze z rękawicy. Zamknęła odruchowo oczy, a gdy je otworzyła dostrzegła ostrze kilka centymetrów od swoich oczu.
- Po co wybiegasz do swojej ofiary? Po to się ukrywasz żeby atakować z zaskoczenia. - zapytał John schodząc z dziewczyny i pomagając jej wstać.
- Chcę się nauczyć walczyć, nie bać się, że ktoś mnie zobaczy i zaatakuje pierwszy.
- Jesteś sprytna, chowasz się lepiej niż ja. Idź w tym kierunku.
- Jeśli zaatakuje mnie uzbrojony templariusz dam mu znać, że słabo walczę. Na pewno da mi czas by się ukryć.
- Młoda jesteś, wszystko przed tobą. - poczochrał ją po głowie, wprawiając w nieład jej czarne proste do ramion włosy. - Poza tym widzę przed nami świetlaną przyszłość. Jest bliżej niż myślisz.
- Tak? A cóż to za przyszłość? Tylko nie mów, że zakładasz burdel, bo ostatnio jak...
- Dawno i nieprawda. - wtrącił John z naburmuszoną miną. - Myślałem o pójściu na rynek, podobno palą czarownice. No, a co ważniejsze rozdają miód do degustacji.
- Palenie czarownic? Niech zgadnę. Kolejny śmieszny rozkaz króla? - zapytała idąc w stronę wyjścia.
- W zasadzie to król podobno nie ma z tym nic wspólnego. Za to wyznawcy Lamara robią jakąś lamarską inkwizycję i nawracają opętanych. - odparł dotrzymując jej kroku.
- To zupełnie tak, jak my. - powiedziała wysuwając ostrze z rękawicy. - Cóż.. prawie.
- My walczymy o wolność, oni o zmniejszenie przyrostu naturalnego.
- To może zrobimy widowisko i uwolnimy heretyków? - spojrzała na niego sugestywnie. - To znaczy czarownice, ma się rozumieć.
- Kusisz.. A co mi tam. Chodźmy, tylko... nie daj się zabić. - poklepał ją po plecach.
- Będę zajęta osłanianiem cię, co byś sobie krzywdy nie zrobił, szefie.
       John burknął pod nosem, a wtedy dziewczyna przyspieszyła mijając go.
- Evelyn!
       Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na niego unosząc brwi.
- Wszystkiego najlepszego. - dodał, po czym widząc jej uśmiech ruszył naprzód.


___________________________________
Trzecia osoba jednak wygrała, pierwsza okazała się porażką. Może i dobrze.. Uznałam za świetny pomysł skupienie się na ogóle, a nie jednej postaci, choć będą pupilki.
Swoją drogą nadal nie umiem wtryniać opisów, tak żeby było logicznie, więc no.. Opis Johna i Evelyn w kolejnym rozdziale lub w zakładce "bohaterowie" (oczywiście, jak dodam).
To chyba tyle.
Dziś wyjątkowo spokojnie i bez mordów.


       

5 komentarzy:

  1. Jejku ja chyba nigdy nie polubie opisów (sorka za to). Jak dla mnie jest ich wystarczająco dużo haha
    Widzę, że nasze dziewczynki mają urodziny. Mam nadzieje że częściej będziesz z Evelyn bo tam zapowiada się o wieele ciekawiej. Już podoba mi się relacja jej i Johna. Widać, że będzie z nich dobrana parka ( nie swatam ich. Po prostu nie wiem jak to ująć by było z sensem haha).

    Jakoś tak strasznie szybko mi się to przeczytało. Teraz chyba moja kolej na narzekanie, że rozdział za krótki :D
    Muszę teraz czekać do następnego, by dowiedzieć się co z tym paleniem czarownic (tak chce wiedzieć jak im poszło uwolnienie tych nieszczęsnych czarownic)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opisy są super, dodają klimatu, co chcesz :D
      U Jennifer będzie ciekawiej w dalekiej przyszłości, na razie nie można się spodziewać czegoś super po przynudzającej do bólu szlachcie. A Evelyn jest moją badass, nie mogłabym się na niej nie skupić ;>

      Usuń
    2. Dla mnie opisy są nudne nawet jak czytam je w najlepszej książce czy opowiadaniu ever haha

      Usuń
  2. Chciałabym napisać jakiś długi komentarz odnośnie tego rozdziału, ale przyznam się bez bicia, że nie mam względem niego właściwie żadnych przemyśleń. Chociaż ogólnie lubię krótkie wpisy, przy tym jestem jakoś nie do końca usatysfakcjonowana, chyba za mało się w nim wydarzyło.
    Przepraszam za taki nic nie wnoszący komentarz, ale chciałam zaznaczyć, że byłam i przeczytałam XD Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja przyznam się bez bicia, że to byłby bardzo długi rozdział, gdyby coś się działo, a nie jestem pewna, czy wtedy chciałoby się komukolwiek czytać :/
      Następny będzie lepszy obiecuję, cóż najwyżej będzie dłuższy :D

      Usuń

Obserwatorzy