poniedziałek, 2 stycznia 2017

[00] Coś się kończy, coś zaczyna.

        
       Trzydzieści lat temu, gdy Voprain było pod panowaniem państw zamorskich, wybuchła rebelia. Kraj był pogrążony w wojnie pięcioletniej z Królestwem Lothealli a Imperium Rendanu. Obie potęgi sprawowały władzę nad swym zamorskim sąsiadem.
        Wtedy pojawił się człowiek, przysięgając na Boga i swe życie, że uwolni ludność Voprain od sił nieprzyjaciela, stając się przy tym jedynym i słusznym władcą. Zdobywając poparcie szlachty zebrał niemałą armię, a po roku ciągłych walk udało mu się osiągnąć cel.
          Potwierdził swoje słowa siadając na tronie w Darwell, a ludność ogłosiła go Królem Rebeliantów. Zanim, jednak do tego doszło wiedziano jedynie, że nazywa się Reginald Chalvine i marzenia przysłaniają mu obraz rzeczywistości, przez co kraj upadnie. Mylono się. 
         Reginald sprawił, że Voprain zaczęło wracać do dawnej świetności. Z czasem zaczęto tępić jego metody sprawowania władzy. Sprowadzał niewolników, narzucał wiarę, wynajmował profesjonalistów do zabijania tych, którzy mogliby mu zagrozić. Ludzie prowadzący koczowniczy tryb życia w lasach byli transportowani do miast, tworząc tanią siłę roboczą. W ten sposób produkcja dóbr wzrosła, a co za tym szło - wzbogacenie skarbu państwa. Nie obchodziło go to, że ludzie nieprzystosowani do pracy, umierają ze zmęczenia.
          Król wierzył, że cel uświęca środki za co niektórzy go nienawidzili, a inni kochali. Większość jednak bała się konsekwencji otwartych protestów i wychwalała władcę, nawet jeśli to nie było zgodne z prawdą. 
          Mijały lata, w między czasie król poślubił Katherinę Fitzclarence. Do końca nie wiadomo, czy poślubił ją z miłości, czy dla korzyści. Jedno jednak jest pewne. Kobieta pochodziła z Borgarvika, północnego sąsiada Voprain, choć od kilku lat mieszkała w Swynlake na granicy obu państw. Mając kontakty za granicą, podejrzewano ślub z rozsądku, ale tego się nigdy nie dowiemy.
           Przez kolejne lata, pojawiły się plotki jakoby Królowa na wskutek choroby stała się bezpłodna, a wcześniej poroniła we własnym łożu. Sprawę rzucono w zapomnienie, jednak Król Reginald nigdy nie zapomniał. 
            Tego konkretnego dnia, pokłócił się z Katheriną, tak, że całe Darwell mogłoby usłyszeć ich wrzaski. Reginald oznajmił, że odchodzi od żony i poślubi jej siostrę, nie tracąc przy tym żadnych wpływów. Miłość, jeśli kiedykolwiek u nich zagościła, odeszła na bok. Chęć posiadania potomka była silniejsza. 
             Następnego dnia cały kraj był w żałobie. Wieści rozniosły się szybko, cała stolica popadała w rozpacz. Wszyscy wiedzieli. Katherina nie dopuszczając do siebie myśli, że mąż poślubi jej siostrę, wbiła mu sztylet w serce, gdy spał. Podobno to była szybka śmierć. 
              Widząc, jak jej ukochany umiera, z rozpaczy popełniła samobójstwo podcinając sobie żyły. Zamknęła oczy i więcej ich nie otworzyła. Ich ciała znaleziono nad ranem, leżące obok siebie na łożu, które miała wypełniać ich miłość. 
               Uparcie zaczęto szukać następny tronu, jako, że Reginald i Katherina nie posiadali potomków. W związku z przestępstwem jakiego dokonała Fitzclarence, odrzucono możliwość przekazania władzy jej rodzinie. 
                Gdy te wieści się rozeszły, zaczęła się wojna domowa. Szlachta walczyła ze sobą o władzę, którą zostawił Król Rebeliantów. Na próżno były ich starania. Na tronie zasiadł Raymond Chalvine, brat Reginalda. Wierzono, że podtrzyma to, co udało się jego bratu. Jednak on nie miał siły ducha, co jego poprzednik, w dodatku miał żonę z niskim stanem społecznym i syna, który nie pałał się polityką. 
               Większość szlachty tępiła obecnego władcę, próbując usilnie odebrać mu władzę. Zwłaszcza ci najbardziej wpływowi szlachcice wysyłali płatnych zabójców i sabotowali jego działania. Choć otwarcie nikt tego nie potwierdził, każdy wie, że stali za tym Beauclarkowie. 
               Wojna domowa nabierała w sile, ludzie przestali chodzić do pracy, wielu tworzyło protesty, inni uciekali na północ. W ten sposób Voprain zaczęło upadać, stając się łakomym kąskiem dla wrogich państw. 
                Chcąc ratować kraj, Raymond zgodził się udać do Clifton, siedziby Beauclarków. Tam podpisano umowę pokojową według której jego syn, Joseph poślubi Lenorę Beauclarke. Ponoć Raymond sam podsunął tą propozycje, chcąc uzyskać pomoc w ratowaniu kraju, ale głównie w obawie o swoje życie. Był świadom ile osób chce go uśmiercić, a wsparcie wpływowego rodu da mu profity i ochronę. 
                 Pół roku później odbył się ślub Lenory i Josepha. Lenora, choć przyjęła nazwisko męża, nadal konspirowała z Beauclarkami i nigdy oficjalnie nie starała się o względy Chalvinów. 
                 W czasie wesela, gdy panowała pokojowa atmosfera, a wszyscy zapomnieli o nienawiści, można było uznać spór za zażegnany. Tak się nie stało. 
                 Kiedy Joseph i Lenora poszli skonsumować małżeństwo, zaczęła się popijawa dla uśpienia czujności Chalvina. Kolejna lampka wina, okazała się zabójcza dla organizmu Raymonda. Trucizna, którą wlano do trunku, spowodowała, że Król zaczął się dusić. 
                 Świadkowie twierdzą, że Beauclarkowie oglądali ostatnie tchnienia władcy, jak przedstawienie, choć inni próbowali go ratować. Na marne. Beauclarkowie osiągnęli swój cel. W momencie, gdy serce Raymonda Chalvina przestało bić, dziedzictwo tronu spadło na Josepha i Lenorę. 
                 Joseph dowiadując się o całej sytuacji, pomimo chęci nie mógł się wycofać z małżeństwa. Znienawidził swoją żonę, choć, jak twierdziła, nie wiedziała o niczym. Nie ufał jej, po koronacji kazał straży czuwać nad sobą, gdy spał, oraz próbować potraw, które miał zjeść. Myślał, że Lenora zabije i jego, idąc w ślady swojej rodziny. 
                 Ona jednak tego nie zrobiła. Nie chciała tego okazywać, lecz cierpiała z powodu męża. Chciała go wspierać i być przy nim. On nie dał jej tej szansy. Czuła się, jak intruz po przeprowadzce do Darwell. W końcu zadecydowała, że opuści stolicę. Bała się rozstać z Josephem, ale wydało się jej to słuszne. 
                  Tego dnia spakowała swoje rzeczy i napisała list, w którym tłumaczyła, że nigdy nie miała złych zamiarów i udaje się w podróż na północ. Dopisała także, że jest w trzecim miesiącu ciąży i spodziewa się dziecka. 
                    Joseph dowiadując się o tym, pojechał za nią. Błagał ją by wróciła i mu przebaczyła. Po powrocie próbowali żyć, jak rodzina. Poznawali się, spędzali razem czas, władali państwem, aż się w sobie zakochali. Byli nierozłączni, a myśl o dziecku potęgowała ich uczucie. 
                    W dziewiątym miesiącu ciąży, Darwell zostało zaatakowane przez uzbrojonych ludzi ubranych na czarno w kapturach zasłaniających im twarz. Nie mieli żadnego herbu, więc podejrzewano zwykłych obywateli o atak, jednak oni nie potrafili walczyć. Nie tak, jak oni. Byli zwinni i zręczni, potrafili się wspinać i skakać po ścianach. Strażnicy nastawieni na siłę, nie radzili sobie z ich zwinnością. 
                     Joseph zbierając eskortę, nakazał Lenorze uciekać z miasta kanałami. Domyślił się, że zabójcy będą pierw polować na niego, a później na nią i ich nienarodzone dziecko. 


___________________________________________________
Nie wiem, czy to jest tak jasne jakbym chciała. Nie jest też rozpisane na tysiące słów, bo to tylko wprowadzenie. Mistrzostwo literatury to, to nie jest, ale fajnie się pisało.  
Postaram się dodawać muzykę do każdego rozdziału, ot takie postanowienie noworoczne. 


Enjoy, Eden 


                      
                 
                  

3 komentarze:

  1. No no no. Powiem ci, że wersja ostateczna jest (jak dla mnie) wystarczająco zrozumiała. Niby opis, niby wstęp ale już mnie to zaciekawiło. A zwłaszcza końcówka, więc mam nadzieję, że twa wena i chęci nie odeszły wraz ze starym rokiem :)
    Teraz pozostało mi życzyć ci powodzenia i byś dotrwała do końca ^^
    Karen

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak szczerze to zgubiłam się trochę, z jednej strony podoba mi się to tło wydarzeń, ale z drugiej trochę jak na mój gust za dramatycznie i zawile. Uwielbiam rozbudowane historie z tłem, ale zwykle autorzy stopniowo wprowadzają, elementy hm wcześniejszych wydarzeń do fabuły. I radziłabym Ci pójść tym tropem w przyszłości. Jednak pomysł tła zdecydowanie na plus tak jak inspiracje do opowiadania (oglądałam trailer). Tylko czy tego troszkę nie za dużo? Ale zobaczymy jak to się rozwinie :) Trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie sprawę, że jest to zrobione szybko, ale to celowy zamysł. Uznałam, że nie ma sensu pisać osobnych rozdziałów do każdej historii, jeśli nie mają znaczącego wpływu na przyszłe wydarzenia (no, pomijając dziedzictwo). Osoby występujące tu raczej będą tylko wspomniane, jako "ważne". A stopniowe wprowadzenie mi niezbyt pasowało, co może okazać się sensowne później :)
      Cóż mogę powiedzieć.. uwielbiam akcję, zobaczymy :)

      Usuń

Obserwatorzy